Rejs Niepodległości cz.1 – Teoria pracy na statku

Rejs Niepodległości rozpoczął się 20 maja 2018r. w Gdyni, a zakończył 28 marca 2019r. w porcie, w którym miał początek. W wyprawie dookoła świata brała udział załoga stała, praktykanci Akademii Morskiej oraz laureaci konkursu, w charakterze majtków pokładowych, równych praktykantom, co stało się informacją jawną w tzw międzyczasie.

Dar Młodzieży, zbiórka wachty na statku
Wachta druga, meldunek przed bosmanem Brylantem

Sam Rejs został podzielony na etapy o różnej długości, a przydział na konkretne części podróży w przypadku laureatów zależał w szeroko zakrojonej teorii od punktacji, a w praktyce od koła fortuny, buty i sporej dozy szczęścia.(1)*

Zdecydowana większość z nas, „konkursów”, tak naprawdę płynęła na pierwszych trzech odcinkach, które były najkrótsze i najbezpieczniejsze, a o których istnieniu nie wiedziały nawet one same aż do ich pojawienia się w chaotycznym „drugim rozdaniu” etapów. Gdynia-Kopenhaga, Kopenhaga-Szczecin, Szczecin-Teneryfa. Na tych trasach też proporcje były mniej więcej 3:2 na korzyść laureatów. Od Teneryfy dalej w świat te proporcje zmieniły się aż do 4:1 na korzyść praktykantów.

Ja płynęłam na ostatnim odcinku wyprawy dookoła świata, na trasie Panama-Gdynia. 2 miesiące podróży od wypłynięcia z Panamy aż do zawitania w Gdyni. Najwięcej portów i – zdaje się – najwięcej niespodzianek. To, jak znalazłam się wśród uczestniczek tego wydarzenia, mogliście przeczytać w poście „Panama, Brazylia, Rejs – skąd się to wszystko wzięło”. Tutaj natomiast chciałabym opowiedzieć o tym jak to dokładnie wyglądało. Jakie jest życie w morzu i jaki był sam rejs, ten konkretny, Rejs Niepodległości.

klip ze statku przygotowany na wpłynięcie do portu na Azorach.

1* – Wrażenia z pierwszej ręki, biorąc pod uwagę, że ja sama w trzech kolejnych rozdaniach dostałam trzy BARDZO różne etapy…
Dziwniejsze jednak rzeczy się zdarzały. Np w przypadku mojego brata, który w trakcie trwania pierwszego etapu brał ślub, a w trakcie drugiego miał podróż poślubną, los był jeszcze „zabawniejszy”. Mimo wystosowania licznych maili informujących o ślubie, dwa razy dostał on wraz z narzeczoną etap pierwszy, a za trzecim razem też dostał pierwszy, ale tym razem SAM. Jego – teraz już – żona, która pkt miała mniej dostała etap trzeci. Ostatecznie znajomości, urok osobisty i doza szczęścia rozwiązały sprawę, ale to daje dość dobry obraz tego, jak bardzo kto się tam sugerował punktacją…


Poniżej możecie zobaczyć interaktywną mapę mojego odcinka:

Morskie opowieści – „co kto słyszał, co kto wie”

Każdy z uczestników Rejsu przylatywał do Panamy z pewnymi oczekiwaniami, podejrzeniami i obawami. Każdy miał jakieś wyobrażenia. To był w końcu ostatni etap tej wielkiej wyprawy, więc każdy też miał już okazję „swoje usłyszeć” na temat tego jak to wszystko wygląda.

Ja osobiście poznałam pewne realia „morskiego życia” praktycznie z pierwszej ręki, ponieważ mój brat z żoną, którzy płynęli na odcinku Szczecin-Teneryfa, już mi zdążyli nieco opowiedzieć; trochę mnie przygotować. Ich trasa była jednak inna. Zdecydowaną większość ekipy tworzyli tam laureaci nam podobni, podróż była o połowę krótsza, a porty europejskie – pojawiające się z odpowiednią częstotliwością i obiecujące zasięg. Niezależnie jednak od różnic czy podobieństw, zwyczajnie trudno przygotować się na coś tak odmiennego od wszystkiego co się znało.

Jako osoba bez zupełnie żadnego doświadczenia w morzu, tak naprawdę nie wiedziałam nawet jak wygląda sam statek, a co dopiero jak to będzie, kiedy już wypłyniemy. Wszyscy dookoła mogli mi mówić, że na Darze będziemy pracować, lub, że jedzenie nie jest najlepsze, ale to tak naprawdę niczego nie oddaje, nim się tego nie doświadczy. Moje wyobrażenia, a rzeczywistość były jak dwa różne wymiary. Życie na statku okazało się jednocześnie ziszczeniem morskich opowieści innych jak i zupełnie nie tym, co wydawało mi się, że słyszałam.

praktykanci Daru Młodzieży podczas pracy przy żaglach
Praca przy żaglach

Specyfika pracy na statku

Dopiero w dzień zamustrowania mogliśmy się w końcu naprawdę zmierzyć z rzeczywistością. Zdawało się, że wśród laureatów wszyscy chcieli być w drugiej wachcie (która reklamowała się najlepszą załogą i radością wschodów i zachodów słońca), zastanawiali się ewentualnie nad trzecią wachtą (która miała najdogodniejsze godziny pracy i ponoć nie zaburzała cyklu dobowego) i absolutnie nie chcieli być w pierwszej (która w najlepszym razie oferowała nocny fajrant i spanie na klatkach schodowych(2)*). Z kolei wśród mechaników, czyli praktykantów z Akademii Morskiej, wszyscy chcieli być w wachcie trzeciej. Tylko.

Dlaczego? Właśnie ze względu na godziny. Z tego co słyszeliśmy, wszystkie wachty pracowały 8h na dobę, w dwóch rzutach po 4h. Pierwsza wachta w godzinach 00:00-04:00 i 12:00-16:00. Druga, w godzinach 04:00-08:00 i 16:00-20:00. Trzecia, w godzinach 20:00-00:00 i 08:00-12:00. Dla nas jednak istotne było również to, że każda z wacht miała swoje szczególne obowiązki. Pierwsza – obieranie ziemniaków po nocach, druga – sprzątanie pokładu i klatek schodowych z rana, oraz trzecia – sortowanie śmieci wieczorem.


2* – rzeczywiście z dala od statku nie brzmi to zbyt przekonująco, biorąc pod uwagę godziny pracy. W praktyce jednak nie bez powodu utarło się mówić, że pierwsza wachta nie pracuje i widnieje na liście tylko pro forma. Zeby to oni chociaż na tych klatkach schodowych spali! Ale nie! Lenie co noc kończyli obierać ziemniaki w pół godzinki i rozkładali się z kocykami na placu pod pokładem na resztę wachty! Kto chciał to spał, kto nie, robił herbatę i w ciepełku AUTENTYCZNY FAJRANT!

plac Kaszubski na Darze Młodzieży

Te ogólne wytyczne dotyczące pracy, były dla nas wskazówką co do tego, co nas czekało po zamustrowaniu. Na samym wejściu zostaliśmy odgórnie przydzieleni do wacht, a co za tym idzie – do współdzielonych 10osobowych kubryków. (Teoretycznie można było oczywiście się pozamieniać. Bazując na mglistych wyobrażeniach o tym, co która wachta oznaczała, oraz na preferencjach osobowych, część praktykantów rzeczywiście rozpoczęła chaotyczne poszukiwania kogoś do podmiany, z różnym skutkiem).
Ja trafiłam do wachty trzeciej. Godzinowo wspaniale, ale co ja się nasłuchałam o nocnych wyścigach po jedzenie i o strasznym losie śmieciarzy…

Wraz z koleżanką spróbowałyśmy się zamienić, jednak nikt z drugiej wachty oczywiście nie był zainteresowany, a zatem pozostało nam oddać to w ręce losu. (Ostatecznie doczekałam się dnia, kiedy wyszło nam to na dobre, ale nic od razu).

Tragizm roli śmieciarza

Żeńska część wachty III w swoim statkowym środowisku

O segregowaniu śmieci można by mówić wiele. Myślę, że akurat w Polsce z tematem każdy się już zdążył spotkać. Na czym więc polegał tragizm naszej roli w społeczeństwie statkowym?

Otóż statki rządzą się własnymi prawami i podlegają przeróżnym konwencjom i prawom panującym na morzu. To z kolei obliguje je do rzetelnej segregacji śmieci pod karą wysokiej grzywny.

Niestety tak się składa, że zazwyczaj poza osobami odpowiedzialnymi wśród załogi, majtków czy pasażerów, mało kogo to obchodzi. No, może za wyjątkiem wachty III, ponieważ nasza wachta właśnie zajmowała się dogłębnym nadzorowaniem tego, czy śmieci zostały rzeczywiście posegregowane. A co to oznacza?
To oznacza wyciąganie z kontenerów i otwieranie każdego pojedynczego worka na śmieci i przeszukiwanie go w cienkich rękawiczkach, rozdzielając plastik od papieru, metal od szkła itd., oraz wyrzucając jedzenie za burtę… Taaaak… sama frajda. A czegoż to się można dowiedzieć o załodze i praktykantach z takich poszukiwań! Nawet nie pytajcie.

Ah, no i oczywiście sława śmieciarza ciągnie się dalej niż zapach przedmiotu jego pracy. Bycie w wachcie trzeciej to w zasadzie tytuł śmieciarza na czole o każdej porze dnia i nocy.


Czy był gorszy wybór?
ZAWSZE jest gorszy wybór. Można było np jednak skończyć w snobistycznej wachcie drugiej, gdzie panował bosman Brylant, legenda legend Daru Młodzieży (nawiasem mówiąc świetny człowiek z poczuciem humoru), wraz z instruktorem Piotrem, którego niektórzy po kątach zwali SS Manem(3)*. To wspaniałe duo zatroszczyło się by w wachcie II na pytanie „Co powiecie na standby?(4)*” odpowiedź zawsze brzmiała „Standby? Co to jest standby???”

3* – Nie zasłużył na to absolutnie. Ja się o tym przekonałam całkiem szybko, a reszta mojej wachty zrozumiała w dniu, w którym doczekałam swojego „zwrotu akcji”, kiedy to instruktor Piotr awansował na naszego bosmana i nagle się okazało, że wachta II bez swego instruktora NIC nie potrafi 😀

4* – Standby czyli czas w trakcie wachty, kiedy nie ma pracy. (Ale oczywiście trzeba być w pogotowiu, w razie potrzeby).

Praca ponad podziałami

Podstawową zasadą statku jest oczywiście ogólna potrzeba pracy niezależnie od przydziału do wachty. Dla części osób, związanych już jakoś z morzem, nie było to żadnym odkryciem. Dla mnie, jak najbardziej tak.
Prace były przeróżne. Nie były to jedynie rzeczy związane z żaglami, czy naszym „wachtowym przydziałem.” Na porządku dziennym trafiały się rzeczy typu: odrdzewianie, malowanie waterwejsów, nadbudówek lub innych metalowych części, mycie pokładu i korytarzy pod pokładem, zmywanie naczyń i serwowanie posiłków, praca na kuchni, sprzątanie toalet, polerowanie mosiądzów, szlifowanie drewnianych części itd itd… Laureaci konkursu czy nie, z wejściem na statek wszyscy stawaliśmy się praktykantami, a praktykanci pracują.

Polerowanie mosiądzów ruchomych na Darze Młodzieży; Rejs Niepodległości
Polerowanie mosiądzów ruchomych

Sama potrzeba zatroszczenia się o rzeczy wymagające zrobienia, była dla większości osób zrozumiała. Kwestią sporną, natomiast, zdecydowanie stało się pytanie, czy należy pracować również wtedy, kiedy takiej potrzeby nie ma. Niestety, w przeciwieństwie do większości praktykantów, którzy odpowiedzieliby na to pytanie stanowczym nie, spora część załogi zgadzała się co do tego, że jak najbardziej odpowiedź powinna brzmieć tak. A jak wiadomo, syzyfowa czy nie, na statku praca zawsze się znajdzie.

mostek nawigacyjny na Darze Młodzieży
mostek nawigacyjny
(każdego dnia wyznaczano ludzi do pełnienia wachty nawigacyjnej na sterze i na oku. Swoją drogą moje ulubione zajęcie! :D)

Typowa Rejsowa doba

24h w 12h – cz.1

Dla mnie każdy dzień rejsu rozpoczynał się około 7:20 rano. Nie do końca z własnej woli. 7/9 dziewczyn z mojego kubryka było już wtedy prawie zawsze na nogach. To oczywiście nie przeszkadzałoby mi ani trochę, gdyby nie powoli narastająca irytacja co poniektórych z nich, manifestująca się upomnieniami i przywoływaniem do porządku i do opuszczenia koi. (Prawdopodobnie wiązało się to z faktem, że koje miały być perfekcyjnie zaścielone, a kubryk czyściutki, przed poranną kontrolą czystości(5)*).

Kubryk żeński wachty III na Darze Młodzieży podczas Rejsu Niepodległości
Kubryk żeński wachty III

Około 7:30 można już było dostać śniadanie. O 7:50 rozbrzmiewały poranne „wiadomości”, z początku serwowane przez jednego z oficerów, później przejęte przez jednego z laureatów. Kończyły się one „przygotowaniem do podniesienia bandery”. O 8:00 było oficjalne podniesienie, na którym miał być każdy, niezależnie od wachty (biedna wachta pierwsza, szli spać o 4:00, do pracy dopiero na 12:00, a tu taki badziew pomiędzy).

Zaraz po banderze to my przejmowaliśmy wachtę. Zaczynała się praca. Zasadniczo w ciągu dnia rzadko można było nacieszyć się „nic nierobieniem”. Szczególnie jeśli Starszy Bosman czuwał – wtedy nie można było usiąść nawet jeśli już takie wolne się zdarzyło. Najczęściej jednak roboty było po prostu dużo. Dostawaliśmy młotki, młoty pneumatyczne, farbę, pędzle, ścierki itp i ruszaliśmy do boju.

O 11:50 witaliśmy się z wachtą I na przekazywaniu wachty. Stanie w szeregu do 12:00 to chyba ulubiona część poranka. Po wybiciu szklanek (4 pełne dzwony) można było lecieć sprintem na obiad. Po obiedzie najczęściej szło się spać. Niestety przyzwyczajenie do trybu „2 doby w ciągu doby” nastąpiło bardzo szybko.



5* – W przypadku niesubordynacji, zarówno w kwestii czystości, jak i w pozostałych obszarach życia statkowego, groziły godziny karne, czyli ekstra praca poza wachtą. A w najgorszym razie groził również dzień bez wyjścia w porcie. Możecie sobie wyobrazić co to oznaczało po dniach, a czasem nawet tygodniach w morzu.

24h w 12h cz.2

Ok 17:30 była kolacja (raczej może drugi obiad) i jak się miało szczęście, to można było zdążyć przed wachtą II, która używała swojego przywileju „jestem w pracy, mam pierwszeństwo” do wciskania się przed kolejkę.

Zasadniczo gdzieś przed kolacją lub po, znajdował się czas na życie towarzyskie. Kto chciał i gdzieś oszczędził godzinkę internetu (przydział był 1h/3dni), to mógł próbować szczęścia ze statkowym wi-fi, a reszta wynajdywała towarzystwo lub książki, ewentualnie pamiętniki i czas leciał szybciej.

instruktor wachty III podczas pracy na żaglach na Darze Młodzieży
nasz instruktor akrobata

O 19:50 spotykaliśmy wachtę II na przekazaniu wachty i do 20:00 znów sterczeliśmy w szeregu jak kołki. A potem śmieci, ćwiczenia na żaglach i w zależności od dnia, potrzeby i humoru Kuby (naszego instruktora), to standby, to nocne malowanie czy polerowanie mosiądzów, to zdawanie olinowania.

O północy sprint na dojadkę i wojny serowe. Jedzenia było za mało. Z jakiegoś powodu dopiero w połowie Rejsu, lub może nawet później przyszło komuś do głowy, żeby ten problem zgłosić. Nagle okazało się, że jedzenie jest, tylko nikt nie wiedział, że nam go potrzeba! No cóż. Po dojadce polowanie na ciepłą wodę pod prysznicem i lulu. W moim przypadku czasem jeszcze nocne polowanie na wi-fi. A rano od nowa.

2 myśli na “Rejs Niepodległości cz.1 – Teoria pracy na statku”

  1. W tej interesującej relacji brakuje opisu relacji międzyosobowych z członkami załogi i z współuczestnikami rejsu. Czy na statku b6ło miejsce na życie duchowe? Czy był kapelan? Jak brzmiał
    język marynarski, czy znośny dla wrażliwych uszu?
    Z czego składały się posiłki ? Jak było podczas sztormów?
    Czy mówiono jak się zachować na wypadek katastrofy statku? Czy każda osoba miała osobisty sprzęt ratunkowy i instruktaż jego użycia? Czy na rejsie zawiązały trwałe znajomości i przyjaźnie?

    1. To prawda, ale musiałam ten tekst podzielić, ponieważ rzeczy do powiedzenia było zbyt wiele na jeden wpis. Mam nadzieję w niedługim czasie w końcu zabrać się do części drugiej i wtedy postaram się odpowiedzieć na te pytania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *